facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
o łaskę nawrócenia dla moich synów Piotra i Pawła, o powrót do kościoła i sakramentów świętych. MB Wspomożycielko Wiernych módl się za nami!
zatroskana matka
2019-04-08 14:34:34
za młodych z całej rodziny o potrzebne laski
Danuta P.
2019-04-08 12:43:52
ZA SEWERYNA I KAROLINĘ,MOJE KOCHANE DZIECI
OLA
2019-03-24 23:17:52
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Apel do młodzieży i rodziców!
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2018 - styczeń
Śmiech to zdrowie

Ks. Piotr Lorek sdb

strona: 25



Czym byłaby szkoła bez kawałów? Trudnym obowiązkiem, nudną pracą, monotonią lekcji z krótkimi przerwami.

Uczniowie pamiętają z lekcji zabawne wydarzenia, teksty nauczycieli, psikusy rówieśników. Jakoś łatwiej wtedy przyjąć trudniejsze zadania. Podczas egzaminu maturalnego, na którym pełniłem funkcję przewodniczącego zespołu egzaminacyjnego, pojawił się wizytator. To dodatkowo zmroziło i tak napiętą już atmosferę. Starszy pan usiadł w rogu na końcu auli i obserwował nasze zmagania. Poprosiłem uczniów o skupienie i ciszę, pomodliliśmy się, odczytałem procedury i rozpoczął się egzamin. Po kilkunastu minutach wszyscy ze zdziwieniem zaczęli oglądać się do tyłu na odgłos głośnego chrapania. Kto, u licha, mógł zasnąć na maturze z matematyki? Okazało się, że to pan wizytator we własnej osobie. Wstałem z krzesła, położyłem palec na ustach i wyraźnym gestem poprosiłem uczniów o nieprzeszkadzanie zacnemu gościowi.

Wszyscy przez moment oderwali się od arkuszy, trochę rozluźnili i uśmiechali. Po chwili pan, wybudzony własnym chrapaniem, poprawił się na krześle i chrząknął na znak, że już jest z nami. Jeden wesoły moment na najbardziej stresującym egzaminie sprawił, że wszyscy na chwilę odetchnęli z ulgą i po chwili pisali dalej. Słówka na dzień dobry, które są tradycją szkół salezjańskich, nieraz prowadziłem, opowiadając kilka tematycznych dowcipów, np. o nauczycielach. Ożywiały wszystkich i powodowały, że uczniowie oraz nauczyciele wychodzili na lekcje z uśmiechem na twarzy i zdrowym dystansem do nadchodzących obowiązków.

Błogosławionej Piątce nie brakowało pomysłów na dowcipy. Już w oratorium znani byli z wyobraźni, która gdy znalazła realizację w praktyce, prowadziła do zabawnych sytuacji. Za największych kawalarzy uchodzili dwaj przyjaciele: Eda Kaźmierski i Franek Kęsy. Ten ostatni płatał figle nawet w więzieniu. Zresztą Eda napisał o Frąsiu w jednym z grypsów: gdy czasem przyjdą na mnie chwile smutku, on wytrwale mnie pociesza, jak tylko umie. Nic dziwnego, że właśnie Franek chciał zostać salezjaninem i być radosnym świętym na wzór ks. Bosko. Sam z więzienia pisał: ja się mego humoru nie pozbyłem, jeszcze figle płatam. Raz Jantaszkowi schowałem łyżkę i jedli razem ze Stefanem jedną…

Była dolewka, więc jedli bardzo długo… Edziowi poprzestawiałem raz meble i na pokrywie od kibla napisałem „Uwaga, gaz trujący!” i namalowałem trupią czaszkę. Sam wachman śmiał się ponoć do rozpuku… Nieźle, prawda? Św. Franciszek Salezy znany był z powiedzenia: więcej much złapiesz na łyżkę miodu niż na beczkę octu. To zdanie skutecznie stosował Jan Bosko w praktyce wychowawczej, zresztą nazwany został radosnym świętym.

Wiedząc, że radość przyciąga ludzi, często żartował, a na jego twarzy przeważnie gościł uśmiech. Radosne usposobienie oraz śmiech są oznaką zdrowia. I to zdrowia poję- tego bardzo szeroko: fizycznego, psychicznego i duchowego. Święty z Turynu mawiał: szatan boi się ludzi radosnych. Dlatego, gdy widział wychowanka ze smutną miną, to zadawał dwa pytania: chory jesteś? Chcesz się wyspowiadać? I najczęściej trafiał w dziesiątkę. Bo największą radość i pokój daje czyste serce.

Dobry humor, psikusy i tworzenie zabawnych sytuacji to elementy prawdziwej radości. Mogą być również wyrafinowaną formą złośliwości, odwetu i agresji. Różnicę określa intencja kawalarza oraz skutek, jaki wywołuje u biorących udział w zdarzeniu. Jeśli ma na celu rozśmieszenie osób, złagodzenie sytuacji, wprowadzenie radosnej atmosfery i nie wywołuje w kimś żalu, bólu i łez, to naturalnie wpisuje się w salezjański styl wychowania. Wychowawca musi być czujny i rozróżnić śmiech, żarty, które są efektem dziecięcej lub młodzieżowej spontaniczności, od złośliwego dokuczenia. Sam zaś powinien uczyć się wesołego i przyjaznego usposobienia, które wzbudza zaufanie, otwiera na innych i pomaga łagodniej znosić trud nauki.

Gdy nauczyciel, rodzic, animator umie się z wychowankami śmiać oraz bawić, to łatwiej będzie mu zachęcić ich do obowiązków. Najprostszym i skutecznym sprawdzianem zdrowego poczucia humoru jest umiejętność śmiania się z samego siebie. Jeśli to potrafię i nad tym pracuję, to jest większe prawdopodobieństwo, że wychowanie w moim stylu będzie służyło zdrowiu mojemu i innych.