- LIST PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO - Posługa wychowawczo-duszpasterska
- WYZWANIA
- WYCHOWANIE. Cyfrowy wojownik
- WYCHOWANIE - UWAGI PSYCHOLOGA Uwaga, komputer!
- OKIEM RODZICA Klikający strach
- ROZMOWA Z... Nadążyć za dziećmi
- GDZIEŚ BLISKO. Po drugiej stronie monitora
- SŁÓWKO O KSIĘDZU BOSKO. Dla uzależnionych
- BŁYSKAWICZNY KURS MODLITWY
- DUCHOWOŚĆ. Moc w ciszy
- DUCHOWOŚĆ. Sens odpustów
- POD ROZWAGĘ. Nowoczesny oklutyzm
- SALEZJAŃSKI RUCH MŁODZIEŻOWY Młodzi dla młodych
- RODZINA SALEZJAŃSKA. Zaproszenie na festiwal
- W ANEGDOCIE
- Z ŻYCIA BŁOGOSŁAWIONYCH ORATORIANÓW
- MISJE. Niełatwy kraj dla misjonarza
- PLACÓWKI SALEZJAŃSKIE Mińsk mazowiecki
- CHOWANIE. Jasiu, bądź gerzczny!
- TAKA NASZA CODZIENNOŚĆ
SŁÓWKO O KSIĘDZU BOSKO. Dla uzależnionych
ks. Marek Chmielewski SDB
strona: 12
Ksiądz Bosko, ze swoją propozycją budowania na religii, rozumie i miłości, czyli na Bogu, prawdzie i autentycznej obecności – jawi się jako demaskator wszelkich erzaców szczęścia, w tym także nałogów.
Gdy żył ksiądz Bosko, nie znano jeszcze komputera i Internetu. Nie mógł więc reagować na uzależnienia od tego medium. Jego czas nie był jednak wolny od uzależnień. Od zawsze przecież ludzie, neutralnym z pozoru rzeczom, nadawali znaczenie lekarstwa, środka uspokajającego, fetyszu niosącego fortunę, protezy żywej osoby, relacji, trampoliny do kompensacji miłości. Tak rodziły się alternatywne światy, równolegle dobre samopoczucie, środowiska, w których nieporadni świetnie sobie radzili, w których nie bolało, nie było się wystawianym na próby. To miało być szczęście. Okazywało się złudne i z chwilą otrzeźwienia, zmęczenia, braku używki… pękało jak bańka mydlana, pozostawiając frustrację.
Warto przywołać tutaj ten moment z życia świętego, w którym demaskuje on ułudę poszukiwania szczęścia na drodze nałogowego zatopienia się w tymczasową przyjemność. Mam na myśli jego broszurkę z 1866 r. „Walenty, zakazane powołanie”. Tym krótkim traktatem ksiądz Bosko dopełnia całą serię biografii swoich wychowanków zamarłych w opinii świętości. Zasadniczo chce w niej pokazać, że tylko religia może zapewnić prawdziwe szczęście oraz, że religia jest fundamentem właściwego wychowania. Pośrednio pokazuje nieszczęście życia opanowanego nałogiem.
Oto skrót jego przesłania: Osnero, ojciec Walentego, został wdowcem, kiedy syn miał dwanaście lat. Zdecydował o umieszczeniu dziecka w kolegium. Osnero był człowiekiem niewierzącym, przekonanym, że bez religii można zostać uczciwym obywatelem. Umieścił chłopca w kolegium świeckim, gdzie wychowankowie chodzili w mundurach i podlegali strasznemu rygorowi. Okazało się to „niewypałem”. Chłopiec powrócił do domu, nie przechodząc do następnej klasy. Aby nie tracić czasu i pieniędzy, Osnero, pamiętając o swej bardzo religijnej żonie, posłał chłopca do konwiktu katolickiego. Syn szybko się tam odnalazł, na powrót stał się dobrym chłopcem, a nawet poczuł powołanie do stanu duchownego. Kiedy zakomunikował ojcu swą decyzję, ten ostro zareagował, uznając ją za niedojrzałą. Aby wybić synowi z głowy takie pragnienia, powierzył go opiece swego przyjaciela imieniem Mari. Był to człowiek do cna zepsuty, libertyn, wyuzdany hedonista, kierujący się w życiu jedynie poszukiwaniem przyjemności. Ten poprowadził Walentego swoimi drogami. Chłopiec początkowo bał się, potem walczył ze stwarzanymi mu okazjami. W końcu poddał się, rozsmakował w złym i sam namawiał do nowych przygód swego nauczyciela. Po pewnym czasie Mari oddał Osnerowi jego syna. Ojciec szybko zorientował się, że ma w domu zepsutego do cna libertyna. Wydawał on bez skrępowania ojcowskie pieniądze, popadał w długi. Za karę został wysłany do nowej szkoły, ale przetracił szybko pieniądze i nadal nie uczył się. Ojciec odwiedzając go, przeraził się tym, co zastał. Wtedy zaczął prosić syna, aby powrócił do dawnego stanu, do chłopięcego szczęścia, do czasów konwiktu katolickiego, do religii. Wtedy Walenty pokazał mu prawdziwą twarz. Boleśnie oskarżył i potępił samego siebie i tych, którzy zniszczyli mu życie, zabrali ideały. Pokazał oblicze młodzieńca, który idzie w stronę własnego zatracenia. „Lekcje Mari, ojcze – mówił z wyrzutem – wydają swój owoc, nie mogę już powrócić do tego, co było. Wróć do domu synu – prosił Osnero – rób, co chcesz, ale porzuć tę drogę. Ojcze, dlaczego zabroniłeś mi zrealizować moje powołanie?” – odpowiedział chłopak. Potem zostawił ojca na środku placu i poszedł pożyczyć pieniądze, aby wrócić do swego smutnego towarzystwa.
Poprzez to opowiadanie ksiądz Bosko buduje pewną znaczącą dla niego tezę: nie znajdzie spokoju ten, kto oddaje się swoim zmysłom. Kto oddaje się nałogom, zdaje się szczęśliwy, ale w rzeczywistości jego serce płacze, a on sam żyje zmęczony i niespokojny. Jako alternatywę ksiądz Bosko proponował młodzieńczą świętość i sam, jako kapłan i wychowawca, prowadził do niej młodych.