- LIST PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO - Ewangelizować wychowując
- WYZWANIA
- WYCHOWANIE - SYSTEM ZAPOBIEGAWCZY
- WYCHOWANIE - UWAGI PSYCHOLOGA. Wygrać życie czyli o mentalności zwycięzcy
- WYCHOWANIE - OKIEM RODZICA. Zdrowie i nie tylko
- ROZMOWA Z... Jestem pasjonatem sportu
- GDZIEŚ BLISKO. Mecz u stóp Wspomożycielki
- SŁÓWKO O KSIĘDZU BOSKO. Wyczyn czy zabawa?
- Błyskawiczny kurs modlitwy
- DUCHOWOŚĆ. Ufać Tobie
- DUCHOWOŚĆ. Jakie modlitwy
- POD ROZWAGĘ. Astrologia
- SALEZJAŃSKI RUCH MŁODZIEŻOWY. MSG - co to takiego?
- MISJE. Uśmiech kosztuje mniej od elektryczności
- MISJE. Sprawiedliwy handel
- RODZINA SALEZJAŃSKA. Salos
- CHOWANIE. Ruiny autorytetów
- TAKA NASZA CODZIENNOŚĆ...
TAKA NASZA CODZIENNOŚĆ...
mama Ania
strona: 21
Każda prawdziwa pani domu ma swoje tajne przepisy. Oczywiście rewelacyjne, takie żeby zaskoczyć rodzinę i znajomych. Ja także je mam. A jakże! Mój ulubiony jest dość krótki w treści, wybitnie banalny w przygotowaniu, absolutnie nie czasochłonny i w dodatku zawsze się udaje. Od dziś nie będzie też tajny, bo właśnie zamierzam się nim podzielić, a nosi tytuł: „Jak rozłożyć rodzinne przyjęcie”. Treść: „Zabrać ze sobą dzieci”. Przygotowanie może zabrać maksymalnie 40 minut i to tylko wówczas, gdy trzeba wyprasować trzy męskie koszule, odnaleźć pasek do spodni Seweryna, zapakować bagaż niemalże jak na wyjazd weekendowy i jeszcze zadecydować o tym, w co się ubrać.
Zważywszy na fakt, że Olgierd zgłasza konieczność szybkiego znalezienia toalety z kilkuminutowym wyprzedzeniem, odpuszczam sobie pieluchy. Przy dźwięku nieustających pytań wychodzimy: „Mama, a jakie masz kolczyki? Mama, a tata ma nowy pasek? Mama, a co Olek ma na swetrze? Mama…”
Odrobinę spóźnieni docieramy na miejsce i... jesteśmy pierwsi. Na stole – w ślicznych rządkach – ciasteczka, pączki, rogaliki. Dzieciaki zachowują się, jakby słodycze pierwszy raz na oczy widziały. Ciocia zachwycona nakłada im kolejne porcje. Ja przerażona mam wizję, że zjedzą zupełnie wszystko, zanim pojawi się reszta rodziny. Ich żołądki są chyba z gumy, tylko szkoda, że nie przy obiedzie.
Olek wstaje, oznajmia: „siusiam”, co niniejszym czyni. Och, oczywiście, że odpuściłam pieluchy. Spodni zapasowych też nie mam. Portki do szybkiego prania, ciocia biegnie z żelazkiem. Suszymy je na zmianę: ja żelazkiem, Tomek suszarką do włosów. Widok 3-letniego mężczyzny w koszuli i skarpetkach, pijącego herbatę z porcelanowej filiżanki – bezcenne. Olek wciąga suche już spodnie, kiedy do drzwi puka reszta gości. Wszystkie dzieci siedzą przy stole. Moje pod stołem i łaskoczą gości w kostki. Seweryn tak intensywnie miesza herbatę, że w filiżance zostaje jej połowa. Olgierd wyciąga pościel z tapczanu w pokoju obok. Ciocia parzy mi melisę. Nie słyszę, o czym toczy się rozmowa, bo zastanawiam się, czy Oluś nie wywinie jeszcze raz tego samego numeru z siusianiem...
W drodze powrotnej wychowawcza pogadanka:
– Nie podoba mi się, jak się dziś zachowywaliście. W towarzystwie trzeba być grzecznym. Mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy, obiecujecie mi?
– Tak – padło cichutko spod spuszczonych nosów.
– Nie wiem jak ty – mruczy pod nosem mój mąż – ale ja prędzej włożę głowę w paszczę lwa, niż im uwierzę.