Strumień życia
MK
strona: 12
Niedawno skończyłam 23 lata. Ten rok był dla mnie swego rodzaju „podróżą w przeszłość”. Kończąc czwarty roku studiów, zobowiązana byłam do odbycia praktyki i trafiłam do szpitala, w którym spędziłam pierwszy miesiąc życia.
Tuż po urodzeniu ciężko zachorowałam, a stan był na tyle poważny, że rodzice poprosili kapelana szpitalnego o Chrzest św. Okazało się jednak, że sakrament był momentem przełomowym i zaczęłam bardzo szybko odzyskiwać siły i wracać do zdrowia. Wciąż myślę, że to tak, jakby przez ręce tego kapłana przepłynął strumień życia. Nie wiem, co by było, gdyby ksiądz nie udzielił mi wtedy Chrztu. Może nie przeżyłabym choroby? A może przeżyłabym, ale nie byłabym teraz taka, jaka jestem… Boję się myśleć, co by się stało z moimi rodzicami, gdyby się nie udało – jestem jedynaczką. My wszyscy wierzymy, że to był cud!
W tych dniach, kiedy leżałam ciężko chora szpitalu moja mama gorąco się modliła. Przysięgła Matce Bożej, że jeśli przeżyję, to pozostanie jej wdzięczna i wierna! Tak też się stało. Pierwszy raz pojechałam z rodzicami na Jasną Górę w wieku 6 lat. Pamiętam, jak bardzo to przeżywaliśmy. Od tej pory jeździmy tam w każde wakacje, dzieląc się tym, co przyniósł miniony rok.
Okoliczności mojego Chrztu urosły w mojej rodzinie do rangi legendy, która w ogromnym stopniu ukształtowała moją osobę, wpływając na całe moje życie. Jest to moje osobiste Credo. Z tego czerpię siłę w trudnych momentach cierpienia, smutku, zniechęcenia.
Nie potrafię żyć bez wiary. Wiem, że to, co się stało i co się dzieje nadal ma głęboki sens. Wiem też, że nie ma w życiu przypadków, wielokrotnie przekonałam się o tym na własnej skórze. Jestem pewna, że jestem pod szczególną opieką Jezusa i Matki Bożej, tak samo jak tego, że podczas Chrztu św. narodziłam się nie tylko dla Kościoła, ale dosłownie – po raz drugi.