facebook
Pismo Don BOSCO jest polską edycją "Il Bollettino Salesiano", pisma założonego przez księdza Bosko w 1877 r., które dziś ukazuje się w 55 edycjach, 29 językach i dociera do 151 krajów. Jest pismem Rodziny Salezjańskiej skierowanym także do rodziców, wychowawców, katechetów, animatorów młodzieżowych i wszystkich, którym bliskie są ideały świętego Jana Bosko - wychowawcy z Turynu.
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Prosze o modlitwe w intencji mamy o udana operacje.
Teresa
2017-09-16 15:06:59
Proszę o modlitwę za Michała, o odnalezienie i zrozumienie właściwej drogi.
Małgosia
2017-09-14 08:27:23
Proszę o modlitwę za moje rozpoczynające naukę w nowych szkołach dzieci, aby spotkały na swej drodze dobre i wartościowe osoby, oraz aby czas spędzony przez nich w szkole był dla nich inspirujący i dobrze wykorzystany.
Anita
2017-09-12 08:49:21
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Mądrość Salomona
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Wyróżnienie
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Andrzej Rubik - Blog

Mój Ostatni Rycerz

Króluj nam Chryste!

Kilka dni przed Triduum Paschalnym 2016 roku stanąłem w progu mieszkania pewnej rodziny. Powód był bardzo uroczysty – na prośbę Księdza Kapelana miejscowego szpitala i za zgodą samej osoby zainteresowanej, miałem zostać ojcem chrzestnym niespełna 24-letniego Roberta. Bardzo ciężka i śmiertelna choroba przykuła go do łóżka. Już wtedy lekarze dawali mu najwyżej tygodnie życia. Na twarzy ból i rozgoryczenie, które były wyrazem wewnętrznej walki z cierpieniem.

Podczas jednej Mszy chłopak został ochrzczony, przyjął Komunię Świętą i sakrament bierzmowania. Wtedy to nazwałem go Rycerzem. Od tej chwili dane nam było kilka razy się spotkać. Z pewnością był człowiekiem skrytym i zamkniętym w sobie, ale bardzo poukładanym, rozsądnym i dojrzałym ponad wiek. Doskonale wiedział Kim jest Chrystus oraz czym jest życie w Jego łasce.
Dwa tygodnie później Robert trafił do szpitala na oddział paliatywny. Wkrótce został poddany operacji – lekarze amputowali mu zjedzoną przez nowotwór nogę. A jak sam Robert podkreślał – nie tyle amputowali, co po prostu wyjęli mu ze stawu biodrowego. Początkowe badania wykazały, że w jego organizmie nie ma ognisk przerzutowych.

Latem spotkaliśmy się kilka razy. Mimo, że trudno było mu zaakceptować obecną sytuację i sprawy z niej wynikające – żył nadzieją. Opowiadał mi o tym, jak spotkał się z mężczyzną, który na skutek wypadku na motorze stracił nogę i obiecał pomóc mu w zdobyciu protezy. Później nasz kontakt z kilku różnych przyczyn urwał się.

W 2017 roku na kilka dni przed Wielkanocą otrzymałem telefon od tego samego Księdza Kapelana, że Robert jest w szpitalu na paliatywnym oddziale i umiera. Okazało się, że jakiś czas po operacji wystąpiły przerzuty do wielu narządów. Pojechałem go odwiedzić. Leżał samotnie w ostatniej sali oddziału. Podłączony do wielu różnych urządzeń (których funkcji i przeznaczenia nie znam), wpatrywał się półprzytomnym wzrokiem w las, rozpościerający się za oknem.

Krótka rozmowa. Przyznał wtedy, że on „nie ma jakichkolwiek wątpliwości, że po drugiej stronie jest Bóg. Bo tak świat jest stworzony, że tam, po drugiej stronie On czuwa, patrzy na to wszystko i wynagradza cierpienia, dobre uczynki. Czyni sprawiedliwość. On tam po prostu musi być”. Spojrzałem mu w oczy. I te spojrzenie zapamiętam do końca swojego życia.

Było to spojrzenie dwóch światów. Z jednej strony gasnącego życia, które pragnęłoby jeszcze tak wiele zobaczyć, tak wiele doświadczyć, przeżyć. Z drugiej strony widać było w nim pogodzenie z losem i zamknięte na klucz sprawy. Nie było buntu. Nie było sprzeciwu, ani żadnego grymasu na twarzy. Twarz Roberta i jego spojrzenie były skierowane do Chrystusa i mówiły „bądź wola Twoja”.

30 kwietnia 2017 roku w okolicach południa przywiozłem mu szkaplerz maryjny. Robert był w stanie agonalnego letargu – kontaktował się już tylko za pomocą wątłego uścisku dłoni, że rozumie wszystko i przyjmuje. Krótka modlitwa Księdza Kapelana, nałożenie szkaplerza, jako Szaty samej Maryi oraz Jej szczególnego orędownictwa.

Następnego dnia, w poniedziałek 1 maja 2017 roku około godziny 18.00 Ta Maryja, pod której oddał się opiekę, przyszła po Roberta, by zabrać go do domu, gdzie nie ma już łez i cierpienia. W sierpniu skończyłby 25 lat.

Jego życie było naznaczone ogromnym cierpieniem, ostatecznie zwieńczone pojednaniem z Bogiem. Wielu ludzi wierzy w przypadki, jednak ja nie wierzę w przypadki czy zrządzenia losu, dlatego swoistym dowodem na Boże słowo „Wykonało się!” w kontekście jego życia i Boże dopełnienie wszystkiego, co było mu dane, była Msza Święta w intencji Roberta – mojego Syna Chrzestnego – odprawiona 6 czerwca, czyli dokładnie w 25 rocznicę mojego własnego chrztu.

I kiedy myślę o Robercie, to wiem, że odszedł cichy męczennik i mój ostatni Rycerz, którego życie – choć krótkie – jest swoistym znakiem Boga dla drugiego człowieka. Dla każdego z nas.

Andrzej Jan Rubik




powrót
Komentarze
    Nikt jeszcze nie skomentował wpisu - bądz pierwszy !!!