facebook
Pismo Don BOSCO jest polską edycją "Il Bollettino Salesiano", pisma założonego przez księdza Bosko w 1877 r., które dziś ukazuje się w 55 edycjach, 29 językach i dociera do 151 krajów. Jest pismem Rodziny Salezjańskiej skierowanym także do rodziców, wychowawców, katechetów, animatorów młodzieżowych i wszystkich, którym bliskie są ideały świętego Jana Bosko - wychowawcy z Turynu.
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Proszę o odnalezienie drogi do Pana Boga dla Izoldy i jej córek oraz o powrót do Kościoła katolickiego dla Krzysztofa, Agnieszki i ich córek
Mysza
2017-07-19 09:48:29
O uzdrowienie małżeństw Ani i Roberta, Ani i Kamila oraz Ani i Przemka
Mysza
2017-07-19 09:47:18
Za syna Piotra, aby miał pokój w sercu , odrzucał wszelkie zło, kochał Boga i ludzi.
Joanna
2017-07-15 21:11:44
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Kapłaństwo w wychowaniu młodego człowieka
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Wdzięczność
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Andrzej Rubik - Blog

Nauka? Lubię to!

Króluj nam Chryste!

Moi Drodzy, za nami pierwsza prosta roku szkolnego i – o ile mnie pamięć nie myli – już wkrótce zacznie się pierwszy naukowy wiraż, czyli mnogość sprawdzianów, testów i „niezapowiedzianych” kartkówek. Dla młodego Janka Bosko, przyszłego kapłana i świętego, nauka miała szczególne znaczenie i miejsce w życiu. A trzeba podkreślić, że żył w trudnych czasach, kiedy nie każdy mógł chodzić do szkoły, a zwłaszcza ktoś, kto przyszedł na świat w ubogiej rodzinie.

Będąc w swej naturze pewnego rodzaju obserwatorem, odnoszę wrażenie, że współczesna młodzież podchodzi do istoty nauki, jako do przymusu. To automatycznie wpływa na wrogie wobec niej nastawienie. Coraz trudniej jest zachęcić młodego człowieka do tego, by poszerzał swoją wiedzę i zainteresowania, by z ochotą uczęszczał na lekcje czy naukowe koła. Rozwiązanie kryje się w umiejętnym podejściu – nie tylko młodzieńca do kwestii nauki, ale przede wszystkim dorosłego, jako nauczyciela – do dziecka – swojego ucznia. Co zrobić, ażeby szkoła z „przymusu” stała się „zainteresowaniem”? Odpowiedź kryje się w nauce księdza Bosko.

Służąc jako animator w moim parafialnym Oratorium podczas półkolonii letnich wiele razy miałem okazję spotkać się z dziećmi, które niezbyt ochoczo przyłączały się do gier i zabaw proponowanych przez opiekunów i wychowawców. Chyba każdego roku przytrafiały się takie dzieci, które stały na uboczu - smutne, obojętne, wyobcowane, czasami wręcz wrogo nastawione. Kluczem do rozwiązania problemu jest spojrzenie na dziecko, którym patrzył ksiądz Bosko. Mówię tu oczywiście o jego niesamowitej metodzie wychowawczej, nazywanej systemem prewencyjnym. Metoda ta skupia się nie na przymusie ze strony wychowawcy, lecz na dobru i talentach, które nosi w sobie młody człowiek. Jako przykład przytoczę sytuację, mającą miejsce kilka lat temu podczas jednych półkolonii.

W grupie, którą przydzielił mi ksiądz Kierownik Oratorium, był pewien chłopiec. Od samego początku negował wszystkie zachęty – nie tylko moje - ale praktycznie każdego wychowawcy, z księdzem Kierownikiem włącznie. Z charakteru był małym uparciuchem i większość rzeczy chciał robić samemu. Wszystko zmieniło się w chwili, kiedy zaczął otrzymywać „zadania specjalne” – zwróciliśmy uwagę na jego zalety i talenty. I tak oto, mając w sobie cechy przywódcze, chłopiec zaczął stawać „na czele grupy”, dowodząc podczas malowania plakatu czy popołudniowego spaceru na boisko. Od tej chwili – czując się zauważony i doceniony - z uśmiechem włączał się w każdą zabawę i coraz chętniej pomagał w obowiązkach nawet nam – opiekunom. Dziś, chłopiec ten, mając już lat naście, sam jest animatorem oratorium i chodząc systematycznie na swoje dyżury, pomaga starszym wychowawcom.

Uważam, że podobne spojrzenie trzeba skierować na uczniów i tą metodą starać się przemienić ich podejście do nauki. Każdy z nas nosi w sobie niepowtarzalne talenty, pierwiastki, które sprawiają, że jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. Kiedy nauczyciel czy wychowawca dostrzeże taki talent w uczniu, sprawi że młodzieniec spojrzy z ochotą na naukę jako na coś atrakcyjnego, a przede wszystkim przydatnego i dobrego. Bo, zaprawdę, kiedy człowiek marnuje swoje talenty, traci jedne z najpiękniejszych chwil w swoim życiu. A nie ma nic piękniejszego nad służbę drugiemu swoimi darami od Ducha Świętego. Pamiętajmy o tym wszyscy!

Andrzej Jan Rubik




powrót
Komentarze
    Nikt jeszcze nie skomentował wpisu - bądz pierwszy !!!