facebook
Pismo Don BOSCO jest polską edycją "Il Bollettino Salesiano", pisma założonego przez księdza Bosko w 1877 r., które dziś ukazuje się w 55 edycjach, 29 językach i dociera do 151 krajów. Jest pismem Rodziny Salezjańskiej skierowanym także do rodziców, wychowawców, katechetów, animatorów młodzieżowych i wszystkich, którym bliskie są ideały świętego Jana Bosko - wychowawcy z Turynu.
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione

Modlitwa:

W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Prosimy Boże Ojcze w imię Pana Jezusa oddal od naszej rodziny przekleństwa, ochroń od zła, przebacz grzechy i błogosław w każdym dniu szczególnie we ważnej sprawie... Matko Boga, módl się za nami. Amen
Jan
2017-05-14 13:53:38
Po modlitwę w intencji córki Joanny o nawrócenie, zdrowie psychiczne i fizyczne oraz rozwiązanie sprawy Bogu wiadomej
Wielbicielka
2017-05-08 13:09:24
Podziękowania za otrzymane łaski, szczególnie za dar lepszej pracy . Prośba o nawrócenie i dobrego męża dla mojej córki Aldony
Wielbicielka
2017-05-08 13:06:50
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Kapłaństwo w wychowaniu młodego człowieka
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Propozycja
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Agnieszka Rogala - Blog

Zły klosz dobrych rodziców.

Jak często denerwowaliście się, że babcia albo ciocia nie traktują dziecka w tak oświecony sposób, jak Wy? Świadomi rodzice mają piękną ideę. I nierealne oczekiwania. A na dodatek- mogą być w błędzie. Środowisko ich dzieci wcale nie musi funkcjonować na tych samych, co oni zasadach. Być może nawet nie powinno.

Coraz więcej Nas- rodziców świadomych dobroczynnej zmiany w dotychczasowych metodach wychowawczych, kształtujących relacje ze swoimi dziećmi na zupełnie nowych zasadach, oczekujących więcej i bardziej. Rodzicielstwo bliskości, świadome wychowanie, Szkoła Rodziców itd. Czytamy poradniki, znajdujemy własnych guru wychowywania, zakładamy grupy, koła i kręgi, których zadaniem jest wzajemne wsparcie na drodze, na której wciąż jeszcze zbyt mało cudzych śladów. To wszystko bardzo wspaniale i jestem absolutnie za. Ale...

Nowa wersja klosza.

Przekonani szczerze i nie bez racji o słuszności naszych metod, spodziewamy się, że inni dostrzegą to samo i przyjmą jako własne. Zwłaszcza Ci, którzy składają się na naturalne środowisko społeczne naszych dzieci. Babcie i dziadkowie, ciocie i wujkowie, rodzice maluchów ze wspólnej piaskownicy. Przecież tak byłoby o wiele lepiej! Nie dość, że Nasze dzieci wychowywałyby wśród TAKICH ludzi, to jeszcze im samym przecież bardzo poprawiłoby to relacje ze światem wewnętrznym i zewnętrznym. Krótko mówiąc- same korzyści! Oczywiście. Jednak...

Pod kloszem nie zmieści się cały świat.

Przecież nigdy nie będzie tak, że ogół ludzkości radośnie uwewnętrzni wspólną filozofię życia, nawet najlepszą i najbardziej słuszną. W każdej grupie, od mieszkańców dowolnego kontynentu po rodzinę dzielącą jedną łazienkę, zachodzą rozbieżności, mogą rodzić się odmienne pomysły na życie i przekonania. Nazywamy to wolnością. Możliwość obcowania z różnorodnością- bogatymi doświadczeniami. Taką mam przynajmniej nadzieję.

Jaki świat poznałyby dzieci, które będą stykać się jedynie z takimi ludźmi, którzy realizują określony model wychowawczy? Jak będą przygotowane do życia, jeżeli nie nauczą się radzić sobie z dyskomfortem, trudnymi emocjami, niemożnością zaspokojenia jakiejś potrzeby? Czy będą potrafiły funkcjonować w rzeczywistym społeczeństwie, w którym nie brakuje osób nawet nie tyle ograniczonych (choć przecież też), co po prostu nie tak jak My refleksyjnych, samoświadomych, analitycznych czy uduchowionych?

Co innego szkoła. Albo przedszkole. Albo opiekunka. Ale pod warunkiem.

Gdzieś czytałam, że dobrym testem na dobrą opiekunkę jest pytanie podczas rozmowy kwalifikacyjnej: jakie stosuje pani kary? Prawidłowa odpowiedź: takie, jak zatrudniający mnie państwo. Może pytanie o kary to nie ideał, ale wiadomo o chodzi- skoro płacę, ma być po mojemu. To jasne. Podobnie jest z przedszkolem i szkołą- jeśli mam możliwość, to wybieram takie, które podziela moje wartości i metody. I to nie jest klosz, dopóki poza tym wszystkim dzieci mają kontakt z… resztą świata.

Wcale nie jest mi łatwo zaakceptować odmienne od moich metody wychowawcze. Zwłaszcza, gdy one oddziałują właśnie na moje dzieci. Dlaczego jednak mielibyśmy separować wnuczki od dziadków, którzy przekupują je słodyczami lub zabraniają biegania, by się nie spociły? To wciąż są bezcenne babcie i dziadkowie, korzenie i wspomnienia Naszych dzieci. Podobnie z pozostałą częścią ich naturalnego otoczenia. Jeżeli w domu dzieje się dobrze, reszta świata może być po prostu niezłym treningiem, lekcją albo… szczepionką.




powrót
Komentarze
    Nikt jeszcze nie skomentował wpisu - bądz pierwszy !!!